niedziela, 31 stycznia 2010

rubież dusz

Nazywacie rzeczy po imieniu? A jak nazywacie czy czujecie, że to te dobre i immanentne? Te, których znaczenia nie pominęliście jakimś odrzutem w niebo albo w chaszcze?
Nie wolno zapomnieć o tych bazylikach, które czekają zaparowane od morza za szybą horyzontu. Prześwit. Bo śnił się raj. A śnił się Wam? Bo raj to Morze zaszczytne.
Po co pielęgnować te domy i świątynie jak można szałas zbudować i wystrugać krzyżyk?
To chyba zwariowanie ciągnie do ziemi świeżej…przecież wszystko przez ładnego szatana.
Głupi człowiek jest z rogiem na głowie. Płochliwie patrzymy w łeb konia Apokalipsy, żywimy się jakimś upadłym, zgodzonym światem, pragniemy piec chleb i haftować arrasy.
Nauka – przyjmujemy ją z naturalnością i przejęciem…patrzymy na trupie twarze bakałarzy i nagle myśl jak kula brzozowa trafia w lekką skroń:, dlaczego oni takie oczy mądre mają i patrzą tak wysoko? Dlaczego takie szczudła ukradli? Dlaczego sztuczka im umknęła gdzieś i myślą, że złapali...? Przecież to nie oni to wszystko wiedzą, przecież to nie oni mieli w ręce atom…Szubrawcy, Idioci, Wrony! Ohyda sztucznej wiedzy. Odtwórcy mistrzów mają mądrzejsze oczy niż mistrzowie. Śmiech w teatrze. HA! Lecą kruki i sowy. Upadamy…nie ma czasu…nie ma czasu…na chleb nie ma czasu, na wymianę kul w piórze, nie ma czasu na połów ani na żniwo…ani na patrzenie nie ma czasu…nic, nigdzie, niewiara. Karuzela czeka…chodźcie artyści…będziemy się bawić..

Awangarda – pogodzony, drewniany świat w beznadziei.

2 komentarze: