Ale coś jednak w niej ładnego, jak w bańce brzucha matrioszki.
Puste godziny. Mijamy czyste powietrze i na siłę ładujemy się w brud i kontenerowe barwy.
Szare Eminencje Zachwytu…żałuję, że nie mam metalowej łyżki.
Gdybym chciała teatrem być, to tłum by mnie rozdrapał na gwoździe ostrymi butami bezskrupułowo wygiętymi płasko w serce matki ziemi. Ulica, w której dawno chciałabym chować się po piwnicach z karabinem, znika za kotarą. Tyk. Tyk. Doki zsypane w ugór. Zamiast Faunów, na pola wychodzą smoliste kozły.
Coście ludzie zrobili?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ano - bałagan! odpowiadając na pytanie.
OdpowiedzUsuńPodobają się te teksty. Ot,co!
Marek