gdzieś tu siedzi mechata dziewusza co tańczyła kiedyś carowi w kopalni
a ciemność przeturlała przez skafandry na piersi morskiej wypięte
pogłos w wiośnie rozpadł się w szopy gdzie pył lwi
jak mi letnik obiecał na dzbanku się osadza
weź moją opuchłą rączkę i połóż na rumie polika jak melonik seledynowy i wpręż w to złączenie znużenie południka, rozegram na planszy bój suszonych śliwek i kardynała w fioletach postawię
Wzbudzę podziemie gdzie harcmistrz kończy zupę a król piecze korale.
Szarpnę ja płaskowyż i ściągnę z armii pierzyny, niech krochmalona matka wyszła z balii zagra na gęsim pianinie skoro taka z kasztanów bielonych rodzona.
Rozdurzę ja cukrzyków modlących się w Syberii, rozerwę na diopsydy ciemną suknię Magdaleny
i dźgnę ból ostatnią kartą z rękawa jak szajka zazdrosna o krosna co kłuły śniących umarłych za
oliwy gałązkę.
Dotknę ostatnim walcem górskiego rysownika i każę mu pójść śladami kręglarza co ukradł kwiat pszenicy i związał się z Grotynką – orlą półmariąpółdziewczynką
dzieciom krzyknę w grachankę główki, że wojna to koniczynki bułanej bal i rude melodie pominięte z rąk i odwilż cicha szastana trąbką z czubka księżyca.
Powiem że wszyscy jesteśmy makówki i póki zefirowy krzyk nas budzi w krąg gdzie niedźwiedzi mruk wydaje się brązową kolejką, będziemy śmierciuszce zlizywać puder słodki z wilczego berła i grząźć po nimfatydach.
Rzucę z półki którą trzymam w trzecim hałasie nieba trąd szmaragdowych beretów i ustalę czas walki i grom który ma dobić.
I stworzę im koronny lód który wezmą za dom a chleb będzie błękitny..
Niech po raz pierwszy waniliowe kościoły staną na czubku gołębia i pochylą się szaro ku ludziom na drzewach
niech ciemność pójdzie obok najlepszego żołnierza....
niech będzie.
Zostawiam ten testament w imię pogody która nie opuszcza mnie nawet w okrętowym, malarskim kinie...
Wilczy, z okazji Kalisza
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz