poniedziałek, 19 lipca 2010

A co kurwa.

Czym mam wymalować płot, który mi stoi głupi pośrodku podwórka i szerzy zarazę róż…?
Jak to się stało, że o! nagle ktoś dmuchnął w wiatraki a one zamiast się kręcić się otwierają i proszą o dotyki. Dziwne myślenie małego potwora, że wszyscy się bawią a ja leżę na stole i udaję ich żetony. Ty chyba też już tam do nich idziesz, zwracasz głowę, tylko jeszcze spojrzysz czy mi dobrze czapka leży…i odchodzisz. A to nieważne, że Wiera tylko umie spać w chlewiku ze swoimi słodkimi kotami? Że nie skrzypią ławki przy kościele? Że parki dzierżawią źli ludzie? Że zapada mi się ziemia pod nogą od razu jak na niej stanę w bucie, który, przecież wiesz, wiesz przecież, prawdziwy jest, bo brązowy. Głosy dusze w gardle stają, i pałają jak orzeszki. Nienawidzę tupotu wysokich pegazów na polnej drodze. I jak krążek kołuję się po karłowatych koronkach Twoich kolaży. Zbijam zachodnie bramy w teatr dla mnichów. Rozbuchane berety po zielonym niebie, co go wyjęłam z chłodziarki.

Zaraz zatańczę. Tylko za ten nerwowy śmiech poproszę stadion.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz